Ogród mojego Taty

Jest pełen… Jest pełen kolorów, zapachów, smaków, a także dźwięków         i odczuć dotykowych. Można się w nim zagubić spacerując i podziwiając wszystko co wyhodował. Czasem słychać ogród bardzo wyraźnie: owady zapylające owoce i warzywa, ptaki wyjadające co lepsze smakołyki, a także wiewiórki oraz jeleniowate, tudzież inne zwierzątka często go odwiedzają.

Jest tu sad: stara część i nowa bo z młodymi drzewkami, które za kilka lub kilkanaście lat zaczną rodzić wspaniałe i pachnące owoce zapomnianych odmian. Jest też część warzywna, a w niej co tylko zapragniesz: brokuły, jarmuż, seler, kalafior, dyń kilka odmian, fasolki w odmianach których ja nawet nie znam…. Są i ziemniaczki, oczywiście jak na smakosza przystało, bo mój tato jest smakoszem ziemniaka, ma tyle odmian wczesnych, średnich i zimowych, że ja się gubię. A w międzyrzędziach… bób!! Starym zwyczajem, by nie marnować ziemi, by rośliny się nawzajem wspierały, by chronić się przed szkodnikami…. Wszystko starannie zaplanowane, zgodnie z tradycją i wiedzą przodków. Ale jest też inna odmiana rodziny psiankowatych: pomidory! To moje ulubione warzywa sezonu letniego.

Są też maliny, które co roku zachwycają mnie swoją barwą, smakiem, zapachem… Rosną sobie pod lasem, prawie że dziko. Bo nikt im nie przeszkadza, warunki mają niemalże jak dzikie, osłonięte od wiatru, z niezłym dostępem do wilgoci, ale wystawione na słońce, bo na skraju południowej strony zagajnika. I smakują prawie tak samo, z tą różnicą, że są zdecydowanie większe i bardziej mięsiste. Nigdy nie mogę się ich najeść!! Kiedy tylko mam okazję podskubać to robię to łapczywie, wpychając do buzi całą garść mięsistych, słodkich i pachnących malin. Jak głodomór, zachłannie. Uwielbiam kiedy smak owoców rozpływa się po wszystkich kubkach smakowych, dając uczucie wielkiego spełnienia… tak, tak! Mało jest takich owoców, które by tak mną rządziły jak maliny!! Nie potrafię im oprzeć, podobnie jak truskawkom i pomidorom: wszystkie czerwone, słodko-kwaśne z dużą zawartością soli mineralnych. Organizm sam wie, czego mu najbardziej mu potrzeba. I trzeba go słuchać!

Jest tu tyle warzyw i owoców, że zdarza się iż nie nadążamy zebrać i przetworzyć. I to wszystko praca rąk mojego rodzica. Tato lubi tą pracę: jak by nie było bardzo ciężką. To jego pasja, to jego hobby. Z dumą prezentuje swoje dzieło gościom. A ja z dumą to oglądam i też jestem dumna, że mam takiego tatę.

3 Comments

Add Yours
  1. 1
    Kinga

    Kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką, zbierałam takie cudowności na działce mojej babci – to był twz. ogródek pracowniczy, jakich wiele w większych miastach. Uwielbiałam truskawki, czereśnie zrywane garściami z dachu altanty, kiście porzeczek czerwonych, czarnych i moich ulubionych białych… A potem siadałam na trawie i wianki wiłam z łąkowych kwiatów, które zalotnie przeplatały się z aksamitkami, godecjami, które nazywałam wtedy „lilijkami” i nagietkiem 🙂 Teraz czekam na swój ogród… kiedyś, może za 2-3 lata. Wiele muszę się nauczyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *