Jak wyczarować najpiękniejszą choinkę na święta…

Czasem w życiu niejednego z nas bywają takie trudne momenty,  że wyobraźnia wówczas odgrywa istotną rolę.  U mnie też tak było. Dziś opowiem Wam jak wyczarowałam najpiękniejszą choinkę  na święta Bożego Narodzenia.
             Mieszkałam wówczas … za górami za lasami… około 700 km od domu rodzinnego. Tam miałam pracę i….. akurat przed świętami tą pracę utraciłam.  Zdarza się… czasem. Miałam trochę oszczędności, ale nie wiedziałam jak długo pozostanę bez pracy, bo okres niezatrudnieniowy był, więc martwiłam się jak zaoszczędzić najbardziej jak się da. Wiadomo święta = wydatki: a to choinka, a to ozdoby,  a to jakieś skromne prezenty, no i kolacja…
              Nie przychodziło mi nic do głowy, a tu jeszcze dziecko do przedszkola chce jakieś ozdoby zrobić, bo wszyscy robią
razem z rodzicami no i oczywiście córcia też. Nie miałam żadnych zasobów do prac manualnych poza farbami i klejami brokatowymi. Wszystkie zostały w domu rodzinnym.  Razem z córcią zasiadłyśmy do internetu, jako że to skarbnica wiedzy wszelakiej jest. Znalazłam prosty przepis na masę solną, której składniki znajdują się w każdej kuchni.
Jak zrobić masę solną? Przepis jest prosty – tylko 4 składniki:
200g mąki pszennej
200g soli
100g mąki ziemniaczanej
150 cm3 wody
              Suche składniki należy dobrze wymieszać i dodawać wolno wody zarabiając masę. Jeśli będzie za luźna zawsze można dodać nieco soli lub mąki. Należy też pamiętać, że masa solna w trakcie wyrabiania ozdób będzie wysychać, więc ja swoją przechowuję w pojemniku na żywność,  a do wyrabiania biorę tylko tyle ile w danej chwili mi potrzeba. Można też przechowywać kilka dni w szczelnie zamkniętym pojemniku w lodówce. W razie konieczności dodać wody lub soli. Gotową masę wałkuję na stolnicy i wykrawam ozdoby foremkami do pierniczków. Takie ozdoby suszę na grzejniku (nie w piekarniku) przez ok. 2 dni obracając je, żeby równo schły. Potem maluję i ozdabiam wg gustu.
           Kiedy sobie tak robiłam z córcią te ozdóbki, a właściwie ona robiła, ja nadzorowałam to przyszedł mi do głowy  pomysł, że właściwie przecież możemy narobić tego sporo. Pomalować, ozdobić brokatem i już.  Mąki w sklepie nie brakuje, soli też, no i tanie są. Tylko ta choinka… no cóż trzeba będzie kupić….
Choinko piękna jak las….
        Następnego dnia, kiedy dziecko było już w przedszkolu, ja wyrabiając masę (duuuuuuże ilości masy, bo przecież produkcja miała się odczynić)  słuchałam radia. I w tym radio, radośnie, świątecznie i wesoło spiker zachęcał do przyjścia
na rynek po….. choinkę!! I to gdzie? Nie zgadniecie!? W mieście, w którym mieszkałam akurat.  A do ryneczku miałam bliziutko, oj bliziutko. Zawahałam się tylko chwilkę, ale szansa na darmową choinkę mnie skusiła. I to nie byle jaką choinkę! Żywą, pachnącą! Oj, dzieciństwo mi się od razu przypomniało…
                Pognałam, jak stałam.  Zdążyłam tylko spakować masę do pojemnika, żeby mi nie wyschła, bo  przecież nie wiedziałam jaka długa kolejka będzie.  A kolejka była dłuaaagaaaaa, jak za komuny niemalże. Stanęłam i ja w kolejce. Po chwili znudziło mi się,  bo  -10 stopni i wiaterek, więc zimno, a kolejka wolno się posuwała. Osoba przede mną, młoda dziewczyna też nie była tym zachwycona. A spiker z radia zachęcał, żeby kolędy śpiewać to wtedy bez kolejki  choinkę można dostać. Hmmm…. Chwila zastanowienia i obie jak na komendę podchwyciłyśmy pomysł. Poszłyśmy,  zaśpiewałyśmy…. (uffff) i…. choinki były nasze!! Jupi, hurra!
                Kiedy wracałam z tą choinką do domu, droga nie wydawała mi się taka krótka. Choinka była ciężka, ja zmarznięta, płaszcz za długi, zimno, za zimno…., ale grzały mnie emocje! Miałam ozdoby (no prawie,  na razie tylko masę), miałam już choinkę (no prawie, tylko dotaszczyć do domu musiałam), a reszta … jakoś to będzie.  W końcu po co są oszczędności. Ale jaką kolędę  zaśpiewałam to do dziś nie pamiętam, emocje jednak wzięły górę…. I trzymały bardzo długo.
Jak ugościć gościa?
                Kiedy córcia wróciła z przedszkola i przedstawiłam jej  „świątecznego gościa” to nie mogła uwierzyć, że mamy choinkę i że śpiewałam.  Ale nasze śpiewanie miało być „puszczane” po 16-tej, więc czekałyśmy niecierpliwie robiąc ozdoby choinkowe.  Narobiłyśmy tego sporo: trochę na choinkę, a trochę na prezenty.  Kiedy jeden ze znajomych zobaczył nasze „twory”, to zaproponował mi zrobienie większej ilości takich na piku (do wbijania)  do sprzedania w kwiaciarni. Narobiłam, więc szybciutko: piękne bałwanki, gwiazdki, dzwoneczki, ale najbardziej schodziły aniołki. Codziennie dzwonił z zamówieniem, bo wiedział już, że to mi zajmie co najmniej 3 dni (masa musi wyschnąć). I tym sposobem zarobiłam.
Pomyślałam sobie wówczas, że za „taką kasę” to i wielka choina byłaby i ozdoby duże i bańki wielgachne i światełka, i kolacja… i…. nie wiem po co mi to? Przecież ja już mam choinkę, mam ozdoby, a banię wielką kupię jeśli  dziecko zechce.  Bo jak nie to nie. Dla pewności zapytałam córcie czy nie chciałaby żeby kupić to wszystko… Nie!
I ubrałyśmy naszą  choinkę, najpiękniejszą…. I zapewniam Was: nikt na świecie nie miał takiej choinki! Na 100 %! Była kulawa, rachityczna, już oblatująca z igieł, więc chodziłyśmy z daleka od niej (podlewanie też nic  nie dało ), ozdobiona tylko naszymi tworami, ale to była NASZA CHOINKA. To był nasz gość Bożonarodzeniowy! Nasz cudny prezent od…. nas samych dla siebie nawzajem. Wspólnymi siłami przygotowany w zabawie i radości. Tamte święta choć zapowiadały się być bardzo skromnymi, były pełne radości, kolorów, znajomych, zachwytów, pełne emocji i smakowitości na stole …. A z zarobionych pieniędzy mogłam jeszcze kolejnych kilka tygodni przeżyć nie naruszając oszczędności…
Świątecznych inspiracji, zabawy i radości
życzy Niezłe Ziółko
Ps. Od tamtego czasu robimy co roku jakieś ozdoby choinkowe, albo choinki z tego co mamy, z tego co nam wpadnie w ręce, do wyobraźni. Robimy, bo daje nam to radość, zbliża, potem możemy się pośmiać z naszych tworów…. W wyczarowywaniu choinek jesteśmy już wiedźmami z wieloletnim stażem… 😉
Poniżej galeria ozdób, które znalazły się na naszej wyczarowanej choince:

2 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *