Mydło peklowane…

 Po pierwszej turze mydeł (Oper(etk)a Mydlana), które o dziwo wyszły  mi! I były naprawdę udane – zapragnęłam zrobić kolejne. Pomyślałam sobie, że tym razem jednak zostawię je, aby dojrzały w swoim tempie. Nie będę używać metody piekarnikowej. I jeśli zrobię je jeszcze w grudniu to będą w sam raz na WALENTYNKI . Mam dwa dni na zrobienie mydełek, a potem bez zaglądania (gdyż wyjeżdżam za granicę) będą sobie leżakować i się zmydlać (och, jak podoba mi się to słowo i wcale nie oznacza, że będzie ich ubywać!)

Pierwsze mydełka są: kolorystycznie fantastyczne, zapachowo genialne no i spieniają się bąbelkowo! Jestem zaskoczona wrażeniami i odczuciami po pierwszym użyciu. W dotyku są niezwykle delikatne co dla mnie jest bardzo istotne. A ponieważ zrobiłam z przeznaczeniem takim, aby obdarować pod choinkę, więc dla mnie zostało tylko jedno mydełko na malutkie pocieszenie.
Korzystając z różnych źródeł internetowych wydedukowałam sobie, iż potrzebuję na jedną porcję około:  550 g tłuszczów, 100 g sody kaustycznej, 100 ml  gliceryny, 150 ml wody oraz różnych dodatków. Ostatnim razem do produkcji mydełek użyłam również kawy. Mydełko to jest fantastyczne pod prysznic i służy mi jako peeling.
A może zrobić mydło besanowe?
Oliwa z oliwek 300 g
Olej lniany 200
Olej z nasion marchwi 50 g
Gliceryna 100 ml
Woda różana 150 ml
Soda kaustyczna  108 g
Olejek zapachowy różany (kilka kropel)
Płatki róż do ozdobienia oraz spirytus do skropienia
Besan – mąka z cieciorki ok. 3 łyżki pełne
Glicerynę rozpuściłam  w wodzie różanej dodałam sody kaustycznej (ja to robię na zewnątrz pamiętając o zabezpieczeniu twarzy i dłoni). Odstawiłam do ostygnięcia. W tym czasie wszystkie tłuszcze roztopiłam w kąpieli wodnej. Kiedy płyn z sodą i tłuszcze miały podobną temp. zmieszałam je (mikserem) do uzyskania gęstego budyniu. Mój budyń zaczął się robić  gęsty i żelowy – wówczas dodałam olejku zapachowego, oleju z marchwi  oraz cieciorki. Zmieszałam wszystko dokładnie i wyłożyłam do foremek dekorując płatkami róż.
Zrobię jeszcze jedną porcję, a co?
Pierwsza była z besanem i…ciekawa jestem jakie to mydełko wyjdzie. Liczę na to, że będzie nieco peelingujące. Pisząc relację z produkcji tych mydełek jestem daleko od  domu, moje mydełka dojrzewają, a ja… tęsknię za nimi. Chciałabym choć tak raz sobie „luknąć”….Trochę się niecierpliwię czy wyjdą czy nie? Czy będę się zmydlać, czy  będą się pienić czy może mnie wpieniać… Nie użyłam żadnego kalkulatora mydlanego, a składniki dobrałam na podstawie różnych opinii i wpisów innych osób robiących mydła. Chcę sprawdzić, w którą stronę pójdą moje wyliczenia: na zasadzie prób i błędów (żeby dobrze zrozumieć proces zmydlania mydeł)
Zrobiłam, więc drugą porcję mydła. Składniki dobrałam w następujący sposób:
Oliwa z oliwek 200 g
Olej kokosowy 350 g
Gliceryna 100 ml
Woda 150 ml
Soda kaustyczna  108 g
Olejek zapachowy kokosowy
Płatki migdała do ozdobienia (pokruszone)
Kakao ok. 3 łyżki płaskie łyżki
Chciałam, aby moje mydła pachniały smakowicie, tak jak to kawowe wcześniejsze, więc i składniki też dobrałam takie. Strasznie lubię kakao, a do niego bardzo pasuje mi kokos. Zasada przygotowania dokładnie taka sama jak wyżej: glicerynę rozpuściłam  w wodzie dodałam sody kaustycznej (pamiętając o ostrożności). Odstawiłam do ostygnięcia. W tym czasie wszystkie tłuszcze roztopiłam w kąpieli wodnej. Kiedy płyn z sodą i tłuszcze miały podobną temp. zmieszałam je (mikserem) do uzyskania gęstego budyniu. Kiedy budyń zaczął się robić  gęsty i żelowy – wówczas dodałam olejku zapachowego oraz kakao. Zmieszałam wszystko dokładnie i wyłożyłam do foremek dekorując płatkami migdała. Ciekawe swoją drogą czy ten
migdał się nie zatopi w mydle?

Z resztek masy mydlanej, która mi została zrobiłam mydło w foremce babkowej

Mydło peklowane… Opowieść ku przestrodze.
Jeszcze na koniec opowiem Wam jak łatwo o pomyłkę i jak bardzo musimy uważać na to co robimy w kuchni i nie tylko. Ku przestrodze, żeby mieć jednak oczy szeroko otwarte i zawsze , absolutnie zawsze używając substancji żrących upewnić się, że postępujemy właściwie. Kiedy zabierałam się za robienie tych mydełek  z drugiej tury, najpierw postanowiłam zgromadzić w kuchni wszystkie niezbędne składniki, odmierzyć, poporcjować, sprawdzić jeszcze raz i dopiero zacząć. Ponieważ przy produkcji mydła mamy do czynienia z substancją żrącą, więc podchodzę do tego bardzo ostrożnie.
W tym celu przygotowałam wszystkie tłuszcze, miarki, wagę, mieszadła, dodatki do mydeł i wszystko co potrzeba w jednym miejscu. Została mi jeszcze do przyniesienia soda kaustyczna, która znajduje się w „bezpiecznym miejscu”. Zeszłam po sodę do piwnicy i sięgając po słoik z białym proszkiem krzyczę do taty będącego na górze, że: „BIORĘ  SODĘ  KAUSTYCZNĄ!” Na co tato zareagował: „ja Ci przyniosę, ile chcesz?” No, ale …odpowiadam: „ale  ja już mam”. Tato zszedł do mnie i mówi: „to
nie soda, to SÓL PEKLOWA, popatrz: pod spodem jest opis, a sody nie trzymam w domu”. …..?? No tak!
Wtedy kiedy mnie tato objaśniał  i o soli  i kiedy pokazywał mi sodę kaustyczną nie słuchałam. Nie  sądziłam, że może kiedyś
mi być potrzebna (wtedy jeszcze nawet o mydłach nie myślałam a w domu wolę popiołu używać niż sody). Dla pewności jeszcze raz wysłuchałam lekcji swojego rodzica, co gdzie się znajduje w obejściu naszego domostwa. Tak tylko dla pewności, bo włos mi się na głowie zjeżył, gdy pomyślałam sobie co by było, gdybym pomyliła sól z sodą robiąc szynki… (na szczęście nie robię szynek, ale wyobraźnia już zaczęła pracować…)
Baniek mydlanych niepeklowanych życzy
Niezłe Ziółko
Ps. Ciekawe czy szynki i boczki też by się zmydliły  w końcu tam tez tłuszczyk jest…  😉

4 Comments

Add Yours
    • 2
      admin

      🙂 dziękuję, musisz też spróbować, to jest bardzo proste. Ja też to wiem, ale kiedyś wydawało mi się to czarną magią, a ja z tych wiedź co białą magię uprawiają 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *