Oper(etk)a mydlana…. czyli kosmetyczna eksplozja cd.

Kiedy już poczęłam tworzyć różne nowe przepisy kosmetyczne  ze starych znalezionych… nie wiadomo gdzie i kiedy, to poczęłam je ulepszać  i uraczać wszystkich naokoło swoimi wyrobami. Aż zamarzyło mi się mydło. Takie swojskie, nafaszerowane tylko tym, co sama do niego włożę: może trochę mniej tablicy Mendelejewa…
                Zaczęłam szukać intensywnie informacji na ten temat, ale jak się okazało to nie jest takie proste! Po pierwsze: to jest żrące! Po drugie mydło musi dojrzewać! O to wcale go nie podejrzewałam, bo przecież babcia robiła jakieś czary mary z popiołu jałowca i pościel była taka bieluśka! I nic nie dojrzewało! Trochę krochmalu z jakimiś odwarami i było pachnące!
                Tym bardziej  mnie to zaintrygowało i ponieważ jestem poszukiwaczem, więc postanowiłam zgłębić temat. Na forach internetowych jest całe mnóstwo informacji przeróżnych, ale są. Ostatecznie do pomysłu przekonała mnie Inez Herbiness, która dodatkowo odmierzyła, zapakowała i wysłała z drugiego końca Polski paczuszkę dla mnie z mydłem. A właściwie ze składnikami do mydła. I do tego z instrukcją wykonania.  Paczuszka dotarła szybciuśko i ja szybciuśko zabrałam się za przygotowywanie sobie swojego mydła, żeby zdążyć przed świętami i uraczyć swoich bliskich prezentem pod choinkę.
Ach! Co to była za radość! Jaka
ja byłam przejęta! Jestem zresztą nadal, w końcu mam swoje mydełka!
Jaki ma być skład mydła? – to
zależy od nas.
Ja dostałam bardzo ciekawy zestaw. Wygląda on tak:
  • oliwa ex vir. 150gr
  • macerat ziołowy na oliwie 50gr.
  • kokos rafinowany 150gr
  • shea surowe 100gr
  • kakao surowe 25gr
  • rycyna 25gr
  • 190 gr borowiny destylowanej
  • plus soda kaustyczna – 70 g
Tłuszcze były w jednym pojemniku
(oprócz maceratu ziołowego) i widać było różne składniki. Natomiast soda i
borowina były w osobnych pojemniczkach.
Wszystko było pięknie opisane łącznie z podaniem gramatury i kolejności
wykonania. Po prostu fantastycznie zostało to przygotowane przez mojego guru
mydlanego: Inez Herbiness.
Jak wykonać mydło z posiadanych  składników – w 6 prostych krokach
                Kiedy już przygotowałam wszystkie składniki, poczytałam kilka… naście razy co i jak, zabrałam się do robienia mydła. Przygotowałam sobie również dodatkowe akcesoria takie jak:  rękawiczki (!), podkładka tekturowa, odpowiednie naczynia, foremki, mikser i dodatki zapachowe i wizualne. Ciekawość moja  była ta wielka, że zapomniałam o…. wygonieniu z kuchni dzieci i zwierząt. Dzieci, bo mam tylko jedno i było w szkole, a zwierząt, bo akurat siedziało pod stołem i nie rzucało się w oczy. Jednakże moje zwierzątko, uwielbia wylizywać wszystko co skapnie niechcący (albo i chcący) na podłogę i zostało nauczone odpowiednich komend: „zostaw” oraz  „zelmer”(ta komenda pozwala na wciągnięcie wszystkiego co tylko znajdzie na swej drodze, ale o tym innym razem).  Zabrałam się do „gotowania” mydła:
1 wlałam oleje do miski wstawiłam pojemnik z olejami do kąpieli wodnej, żeby się rozpuściły
2 wlałam borowinę do garnuszka  wsypałam do niej sodę. Prędziutko wybiegłam z tym na dwór, gdyż opary były zbyt żrące, oczywiście i nie mogło to tak pozostać w kuchni. Odstawiłam na ok. 20 min.
3 wlałam ług (czyli borowinę z sodą) do oleju. Ale najpierw doprowadziłam oba płyny do zbliżonej temperatury
(ok. 46 stopni. Mierzę ręką, ale raczej się nie mylę, gdyż nauczyłam się poznawać temp. dzięki wykonywaniu masaży gorącymi kamieniami). Nie mam niestety
termometrów.
      
4 wymieszałam najpierw łyżką potem  mikserem ok. 3-5min na wolnych obrotach
5 dodałam  macerat ziołowy załączony do zestawu i jeszcze chwilę mieszałam
6 rozlałam do pojemników, dodając przy okazji różnych innych składników: olejków zapachowych, płatków kwiatowych,  mielonej kawy…. Każde mydełko inne. Chcę sprawdzić jak się będzie mydło zachowywać po jakimś czasie z takimi dodatkami.
Oper(etk)a mydlana….
Każde mydełko wyglądało jak z innej bajki. Każde było primabaleriną w swojej foremce! Chciałam też przy okazji sprawdzić, jak się będzie zachowywać masa mydlana podczas zmydlania. Co cię stanie z olejkami eterycznymi? Co się stanie z płatkami kwiatów? Tyle pytań… A tu czekać trzeba! I to tyle czasu: 4-6 tygodni! Ponieważ ja nie jestem zbytnio cierpliwa, albo może raczej moje zainteresowanie tematem nie pozwala mi zbytnio długo czekać, więc skorzystałam z metody „piekarnikowej”. I tu się zaczęło!

                    


To dopiero była opera! A właściwie operetka! Zrobiłam wg przepisu: przelane do foremek  mydełko przykryłam papierem do pieczenia i  wstawiłam do nagrzanego na 80 stopni C piekarnika. Na środkową półkę.  Ponieważ były to cieniutkie foremki więc zostawiłam tylko lampkę na 6 godzin. W tym czasie wiedząc o tym, ze nikogo w domu nie ma, pojechałam na zakupy, zrobiłam porządki w domu, podlałam kwiaty i takie tam krzątania, żeby ten czas 6 godzin jakoś zleciał. Oczywiście nie zaglądałam (no chyba ze przez szybkę). Kiedy minęło 6 godzin, zaglądnęłam, żeby sprawdzić co się dzieje. I co? I nic! I mydełka były takie jak je zostawiłam. Nic się nie działo. Tylko tyle, że w kuchni zapachy się unosiły jak gdybym sobie mydełka upiekła na obiad!
Mydełka były wciąż pół –płynne, żelowe jakby. A nie miałam żadnego papierka lakmusowego, ani jednego, żeby sprawdzić jakie procesy zachodzą i czy w ogóle jakieś zachodzą. Zaczęłam sprawdzać co zrobiłam, krok po kroku, czytać opis wykonania. I nic. Nie wiem co zrobiłam źle. Zostawiłam te mydełka w piekarniku (już ostygniętym) na jeszcze 24 godz., żeby dać im i sobie czas do zastanowienia.
Niestety nie wymyśliłam nic specjalnego jedynie to, żeby wyjąć je z foremek i ułożyć na grzejniku. Jak  pomyślałam tak zrobiłam (ale dopiero po 48 godz.) I wtedy przypomniałam sobie o bardzo ważnej rzeczy:  rękawiczki! Nie założyłam rękawiczek! Szybko pod wodę, zmyć! Szybko! Co jeszcze Inez mówiła? Aha! Ocet! Kiedy zmywałam dłonie wodą, to zaczęły się przyjemnie mydlić delikatnie.  Niewiele, gdyż mydła nie było dużo na skórze, ale było to przyjemne. Wcale skóra się nie zaczerwieniła. A do tego pozostała przyjemnie natłuszczona.  Zdziwiłam się, więc spróbowałam swojego mydełka (delikatnie dotknęłam czubkiem języka, dosłownie jednym kubkiem smakowym – bo straszne obawiałam się poparzeń). Mydełko smakowało jak….mydło. Po prostu. Zadowolona wzięłam pod wodę maleńkie mydełko (zrobione jako próbka) i okazało się, że jest delikatne, trochę się mydli, jest przyjemne w dotyku , ładnie pachnie olejkiem grejfrutowym, który dodałam. Tylko mało się pieni jak dla mnie. Ale przyzwyczajona jestem do płynów drogeryjnych, więc pomyślałam, że tak ma być.
        
Dla pewności zostawiłam jeszcze mydełka na tydzień na grzejniku. Nie mam niestety papierków lakmusowych i nie sprawdzę jakie ma pH moje mydełko. Pięknie pachnie w pokoju. Nie wiem, czy to im nie zaszkodzi jeśli chodzi o zapach, czy za bardzo nie uleci, ale ja nie mam żadnego doświadczenia w tej kwestii. Obiecałam sobie, że następne mydło będzie w ilości hurtowej i że na pewno poczekam 6 tygodni, że nie będę robić na żadną  okazję i nie będę się nigdzie spieszyć!  Sprawdziłam też swoje mydełko-próbkę pod wodą jak się zachowuje po tygodniu: pieni się zdecydowanie lepiej i zdecydowanie lepiej uwalnia zapach grejfruta. Jestem zadowolona J
Uwagi końcowe
Przede wszystkim nie należy się spieszyć – mydło to mydło i musi dojrzeć ! jak chlebek!
Należy zachować bezwzględną  ostrożność: pamiętać o zwierzętach, pamiętać o rękawicach, o oczach i całej twarzy  przy robieniu ługu. O wietrzeniu pomieszczenia, w którym robimy mydło.
Pamiętajmy, że i tak coś wyjdzie: prędzej czy później się zmydli i nie należy się bać! Ani w tym celu go poganiać.
No i najważniejsze: nawet jeśli coś nie wyjdzie – to radość tworzenia i oczekiwania jest wielka! Tak mnie to mydło wciągnęło, że na pewno spróbuję zrobić jeszcze inne.  Może to już nie będzie operetka, a opera… ?
Pięknych i pachnących tworów mydlanych
Życzy Niezłe Ziółko
Ps. Nie wspomnę o tym nawet, że mi aparat wpadł do foremki z mydłem…. O zgrozo! Na szczęście to była mała foremka i nic się nie stało, ale pamiętajcie: ostrożność przede wszystkim !!!!
Poniżej galeria moich pierwszych mydełek

6 Comments

Add Yours
  1. 1
    Inez Herbiness

    Brawo! piękny efekt, bardzo mi się podobają kolory. Super kreatywnie z dodatkami!

    Ponoć mydło piekarnikowe trochę się mniej pieni na początku, po kilku dniach jest lepiej – sama stosuję właśnie takie proporcje olejów i mydli się prześlicznie.
    Zaniepokoił mnie fragment z mierzeniem temperatury ługu ręką – oczywiście dotykałaś garnka, nie wkładałaś palca do ługu!

    • 2
      admin

      Witaj Inez, żeby Cię uspokoić to tak, nie dotykałam gołą ręką ługu, tylko przez rękawiczki i oczywiście garnek (to taka moja sprawdzona metoda z gabinetu). 🙂 Dzisiaj sprawdziłam moje próbne mydełko (taki kawałek resztki, który zostawiłam sobie na zmydlanie i sprawdzanie) i rzeczywiście dzisiaj pieni się fantastycznie. Jestem zaskoczona jaka jest różnica. Jestem bardzo zadowolona z efektu i użyteczności mydełka. I jest to produkt, który na pewno wejdzie na moje półki jaki stały punkt produkcyjny mojego gospodarstwa domowego 🙂 I to dzięki Tobie ! (to przez Ciebie – jakby powiedziała moja córka 😉 )

    • 4
      admin

      Witam i dziękuję 🙂 oczywiście zachęcam do zaglądania na bloga, gdyż dopiero się rozkręcam, a wpisów kosmetycznych i nie tylko trochę teraz teraz będzie 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *