Pasta z chwasta

Wychodzę do ogródka po cukinię, cebulkę , ziemniaczki, może botwinkę z zamiarem zrobienia pysznego obiadku. W ogródku na „dzień dobry” witają mnie chwasty różnej maści i gatunku. Ogródek strasznie zarósł przez te dwa dni, kiedy padało. I prawie miałabym ochotę nieco się  pozłościć, bo znowu trzeba wyplewić, ale… to są niezwykłe chwasty!! Wszystkie są bardzo przydatne i smaczne! Zabieram się, więc do „wyplewiania” ich wprost do koszyka.
W ziemniakach rośnie moja ulubiona żółtlica i młodziutki chrzan, w buraczkach gwiazdnica, w cebulce krwawnik i tasznik. Wszystkie młodziutkie i soczyste. Zbieram. Cały kosz. Oczka mi się śmieją, bo bardzo lubię takie zapasy na zimę. Zrobię z nich pesto, albo inaczej po naszemu: pastę.
kwiat krwawnika, lipiec 2014r.
młody pędchrzanu
Jakie chwasty idą do pasty…??
Wszystkie!! Wszystkie zebrane roślinki pieczołowicie opłukuję chłodną  wodą, otrząsam i zostawiam na chwilę na ściereczce do wyschnięcia. W tym czasie przygotowuję sobie słoiczki: myję i wyparzam. Następnie kroję drobniutko czyli szatkuję moje „chwasty” i do wysokiego naczynia wsypuję. Blenderem miksuję na papkę dodając od czasu do czasu nieco oliwy. Doprawiam ulubionymi ziołami i już gotowe! Dziecko się śmieje ze mnie: doprawiasz zioła ziołami…
W mojej zielonej paście znalazły się takie roślinki jak:
gwiazdnica
– żółtlica
– liście chrzanu
– liście botwinu (buraczków)
– młode liście krwawnika
– garść  tasznika
– szczypiory cebuli
– gałązki liścienne lubczyka
– liście bluszczyku kurdybanka
– oraz przyprawy: mielony imbir, pieprz i sól
– a także nasiona sezamu.
Oliwy dodaję tylko tyle by łatwiej było utrzeć pastę. Nie za dużo. Gotową  pastę przekładam do małych słoiczków. Następnie
pasteryzuję około 20 min. w temp. poniżej wrzenia wody.
z lewej botwinka, z prawej młode cebule
kwiat żółtlicy
Wyszło około litra pasty, to dość dużo.  Ale moje dziecko jest zawiedzione: tylko tyle  z całego koszyka?? Przyznaj się! Zjadłaś połowę!! No cóż….nie ukrywam wcale….: bardzo chętnie zjadłabym takie prosto zerwane, solo. Czasem podgryzam, ale tym razem pieczołowicie wszystkie utarłam. Z całego kosza ziół znaczy „chwastów” po utarciu wychodzi mała, skondensowana,
przyjemnie pachnąca, na zimę w sam raz: „PASTA Z CHWASTA”.
„Zachwaszczonych” ogródków
Życzy Niezłe Ziółko

5 Comments

Add Yours
    • 2
      admin

      O tak! ja uwielbiam pesta 🙂 W zimie można zrobić zupkę albo makaronik z sosem ziołowym, albo tez naleśniki…. Dodaję do pierogów, do mięs chyba do wszystkiego. Moje ulubione pesto to żółtlicowe. Chyba nikt w domu poza mną, no może jeszcze moja córka, nie je tego pesta 🙂 Jest bardzo zdrowe i bardzo ładnie komponuje się z ciężkostrawnym jedzeniem. Ale to lekarstwo, więc też nie można go nadużywać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *